Miałam dziś szczere chęci uszyć sobie sukienkę, tym bardziej, że obok komputera leży sobie nowa Burda i kusi. Jednak pogoda skłoniła mnie do wyjścia z domu i oddania się zupęłnie innym przyjemnościom.
Przez ostatnie dni próbuję dojść do siebie po anginie. Angina odeszła w zapomnienie, ale zabrała ze sobą moje siły. Wszystkie prawie! Dokonałam heroicznego wysiłku i wsiadłam dziś na konia. Całe pół godziny, a padnięta byłam jakbym cały dzień jeździła.
Ubrałam skórę, żółwika, ochraniacze (nie widać na zdjęciu), kominiarkę, rękawiczki, kask i oddałam się zalewowi andrenaliny. Nawet mój kontuzjowany bark przestał boleć.
PS. A sukienkę z nowej Burdy i tak uszyję! Ale może w tygodniu :D tkanina już czeka!
który model?
OdpowiedzUsuńooo, fajne hobby!;)
OdpowiedzUsuńTaki fajny kontrast: różowa sukienka i suknia z szyfonu naprzeciwko diablicy na motrorze :) Podoba mi się :)
OdpowiedzUsuń