piątek, 29 marca 2013

Frak - starcie pierwsze

Kto wie ten wie, a kto nie wie to się dowie za chwilkę. Oto prawda: jeżdżę konno. Dużo. Do tego szyję i realizuję przedziwne pomysły i jakiś czas temu przyszło mi do głowy, że taki frak ujeżdżeniowy to fajna sprawa. W sumie zamiast żakietu ze sztruksu w którym do tej pory się prezentowałam do białych bryczesów, powinnam sobie sprawić frak. Cylinder mam, oficerki też. Tylko białe rękawiczki, i piękny frak.
Przejrzałam kilka sklepów internetowych, aukcje allegro i załamałam się. Za przyzwoity używany frak trzeba dać minimum 500 PLN, za mocno używany 200-300 PLN. A za taki jak mi się marzył to od 1200 PLN. Próbowałam wyleczyć się z myślenia o fraku ujeżdżeniowym jednak było to awykonalne. Moje myśli krążyły wokół niego. Na moje nieszczęście znalazłam wykrój gdzieś w sieci. Skroiłam i zszyłam próbny frak i gdyby nie to, że był jednorzędowy to wykrój idealnie mi pasował. No może nie idealnie, ale nieźle. Jednak porządny frak musi być dwurzędowy! Wznowiłam poszukiwania w sieci i znalazłam krótki dwurzędowy żakiet z rękawem 3/4. Był w jednym z archiwalnych numerów Burdy. Zamówiłam tą Burdę, wyjęłam wykroje, rozłożyłam i zagotowałam się. Kto wie jak wyglądają wykroje z burdy ten wie o czym mówię. Plątanina linii, szlaczków, numerków. W końcu jednak udało mi się przenieść wykrój na kalkę. Przygotowałam szablony i uszyłam żakiet ze starego prześcieradła czy innej poszewki. Pasował IDEALNIE!

Zostało tylko zmontować ogon fraka. Na poniższym zdjęciu właśnie trwa konstruowanie wykroju na ogon. Ogon składa się z dwóch części bocznych, zaokrąglonych i z dwóch części tyłu zachodzących na siebie. W górnej częsci zdjęcia zobaczycie próbnie uszyty żakiet burdowy do którego przyłożone są kartki markujące ogon fraka i dające mi pogląd ile powinny na siebie zachodzić.

Jako że przenoszenie wykroju z kalki było niewygodne to przerysowałam szablony na papier zwykły. Porównałam jeszcze raz wymiary z arkuszami wykrojów w Burdzie.


 Długo zastanawiałam się z czego frak uszyć. Nie było mowy o gabardynie i innych wełnach bo cena oscylująca wokół 100PLN/m  była wygórowana. Namierzyłam w niewielkim sklepie czarną elanobawełnę. Miękko układający się materiał, a jednocześnie nieco grubszy niż bawełny, do tego nieco elastyczny po skosie. Tego właśnie potrzebowałam. Oczywiście okazało się, że jest końcówka, 140 cm. Wzięłam wszystko. Potem przez tydzień szukałam elastycznej podszewki. Najpierw rozważałam podszewkę z acetatu ale te które miały być acetatowe oprócz ceny nie wykazywały żadnych innych właściwości acetatu. Na Pradze udało mi się upolować w końcu elastyczną podszewkę. 



Przypięłam szablony do tkaniny i zaczęło się krojenie. Dobrze, że odkurzyłam mieszkanie kilka godzin wcześniej. Elanobawełna skutecznie zasłała je malutkimi czarnymi kłaczkami. Przy krojeniu podszewki bardzo musiałam uważać by nie naciągnąć tkaniny. lekko nie było, ale w końcu wszystko skroiłam.

Wczoraj podkleiłam flizeliną przód, podkroje pach oraz odszycie tyłu, a dzisiaj zszyłam korpus fraka. Zdjęcia już jutro. Grunt, że elanobawełna to horror. Trzeba się bardzo pilnować, żeby jej nie naciągnąć. Na szczęście maszyna dobrze wyregulowała napięcie nici i po przymiarce byłam bardzo zadowolona z efektu.

tymczasem wracam do projektowania ikon. Wieczorem obrzucę zapasy szwów zygzakiem bo elanobawełna się niemiłosiernie siepie czy strzępi jak kto woli. Potem wszyję rękawy i skroję kołnierzyk z czarnego zamszu. Następnie zszyję podszewkę i już się boję brać za to cholerstwo z elastycznego czegoś. Tymczasem!



1 komentarz:

  1. A mogłabyś mi przesłać wykrój na maila albo chociaż podać nr burdy z której go masz? :)
    nakota@wp.pl

    OdpowiedzUsuń