Niewiele mam czasu żeby pisać. Nie mogę się też zebrać by obfotografować sukienki które uszyłam. Z ciekawostek to miałam zapytanie ostatnio o frak jeździecki. Skąd pomysł, że skoro "chińszczyzna" w sklepie kosztowała 200 zł, to ja uszyję go za połowę tej kwoty? Oczywiście, miałam zrobić dodatkowe wykończenie lamówką i aksamitny kołnierzyk. Ludzie na prawdę mają zaskakujące pomysły. To niestety tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że rękodzieło w PL to trudny temat.
Patrzę na rękodzieło blogowiczek. Niektóre z nich sprzedają bransoletki za 5 zł. Gdzie samo skręcenie i nanizanie koralików zajmuje około godziny. A materiały to też kilka złotych. Gdzie zysk? Ile kosztuje godzina pracy takiej osoby? To już lepiej zarabiają osoby sprzątające mieszkania (10 - 15 zł/h).
Rękodzieło ma być wyjątkowe. Żeby takie było nie jest wykonywane maszynowo. Każdy twórca wkłada w swoje dzieło serce. Wyceniając nasz twór, bierzemy pod uwagę koszt materiałów, poświęcony czas, a następnie doliczamy opłatę za wyjątkowość dzieła. I cena jest wielokrotnie wyższa od cen za produkty z taśmy. Więc rękodzielnicy zaczynają od obcięcia dodatku za wyjątkowość dzieła. Potem tną swoje stawki godzinowe. I sprzedają po kosztach materiałów. Psują tym rynek, psują klientów.
Nie podoba mi się, że tak wiele osób sprzedaje rękodzieło bez wystawiania dokumentu sprzedaży. Nie odprowadzają podatków, nie płacą ZUS. W efekcie, porządny przedsiębiorca nie ma szans na konkurowanie z takimi osobami. Kupujący nie zdaje sobie sprawy, że nie mając dokumentu sprzedaży nie ma możliwości zwrotu przedmiotu. Obecnie przepisy mówią, że kupując wysyłkowo produkty, mamy prawo zwrócić je w ciągu 10 dni. Od nowego roku chyba, czas na zwrot ma być wydłużony.
Ech... i bądź tu człowiekiem.
Z innej mańki, to biała falbaniasta spódnica Basi do obejrzenia na blogu Basi tutaj.